Poniedziałek, 21 sierpnia 2017, data aktualizacji serwisu: 25.10.2012
Gra miejska

Wywiad z członkiem SO

Historia o cywilnej obronie Warszawy

fot.1 Ludność cywilna transportuje rannego. Warszawa, wrzesień 1939. Fotografia ze zbiorów IPN. Fot. Julien Bryan
fot.1 Ludność cywilna transportuje rannego. Warszawa, wrzesień 1939. Fotografia ze zbiorów IPN. Fot. Julien Bryan
fot.2 Żołnierze niemieccy na kryjący sie za czołgiem lekkim Pz.Kpfw. II. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.2 Żołnierze niemieccy na kryjący sie za czołgiem lekkim Pz.Kpfw. II. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.3 Strony tytułowe Kuriera Warszawskiego z 1 wrzesnia 1939 r. (wydanie poranne oraz wieczorne)
fot.3 Strony tytułowe Kuriera Warszawskiego z 1 wrzesnia 1939 r. (wydanie poranne oraz wieczorne)
fot.4 Strony tytułowe Kuriera Warszawskiego z 1 wrzesnia 1939 r. (wydanie poranne oraz wieczorne)
fot.4 Strony tytułowe Kuriera Warszawskiego z 1 wrzesnia 1939 r. (wydanie poranne oraz wieczorne)
fot.5 Zniszczony hangar na lotnisku Okęcie. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.5 Zniszczony hangar na lotnisku Okęcie. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.6 Samoloty niemieckie nad Warszawą. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.6 Samoloty niemieckie nad Warszawą. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.7  Manifestacja patriotyczna na ulicach Warszawy. Goniec Warszawski 5 września 1939 r.
fot.7 Manifestacja patriotyczna na ulicach Warszawy. Goniec Warszawski 5 września 1939 r.
fot.8  Widok z Hotelu Bristol na płonące budynki przy ul. Krakowskie Przedmieście w Warszawie. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.8 Widok z Hotelu Bristol na płonące budynki przy ul. Krakowskie Przedmieście w Warszawie. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.9 "... padły koń stawał się zdobyczą wykorzystywaną przez ludność". Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.9 "... padły koń stawał się zdobyczą wykorzystywaną przez ludność". Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.10 Delegacja polska z gen. Tadeuszem Kutrzebą i Stefanem Starzyńskim podczas rokowań w sprawie kapitulacji
fot.10 Delegacja polska z gen. Tadeuszem Kutrzebą i Stefanem Starzyńskim podczas rokowań w sprawie kapitulacji
fot.12 Sterty broni oddziałów polskich zgromadzone wokół pomniku Jana Kilińskiego na placu Krasińskich po kapitulacji garnizonu Warszawy. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot.12 Sterty broni oddziałów polskich zgromadzone wokół pomniku Jana Kilińskiego na placu Krasińskich po kapitulacji garnizonu Warszawy. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot. 13 Grupa mężczyzn kopie rów przeciwlotniczy na rogu ulic Targowej i Wileńskiej. Po lewej naroznik kamienicy przy ul Targowej 75. W głębi po prawej za ulicą Wleńską budynek Dyrekcji Kolei Państwowych. Zdjęcie ze zbiorów IPN. Fot. Julien Bryan
fot. 13 Grupa mężczyzn kopie rów przeciwlotniczy na rogu ulic Targowej i Wileńskiej. Po lewej naroznik kamienicy przy ul Targowej 75. W głębi po prawej za ulicą Wleńską budynek Dyrekcji Kolei Państwowych. Zdjęcie ze zbiorów IPN. Fot. Julien Bryan
fot. 14 Niemieckie ciężkie działo przeciwlotnicze ostrzeliwują Warszawę ze stanowisk w Wawrze. Zdjecie ze zbiorów IPN
fot. 14 Niemieckie ciężkie działo przeciwlotnicze ostrzeliwują Warszawę ze stanowisk w Wawrze. Zdjecie ze zbiorów IPN
fot. 15 Płonąca Warszawa. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot. 15 Płonąca Warszawa. Zdjęcie ze zbiorów IPN
fot. 16 Goniec Warszawski 02.09.1939
fot. 16 Goniec Warszawski 02.09.1939
fot. 17 Alarm lotniczy w Warszawiwe. Gazeta Polska z 4 września 1939 r.
fot. 17 Alarm lotniczy w Warszawiwe. Gazeta Polska z 4 września 1939 r.
fot. 18 Mieszkańcy stolicy ubezpieczają workami z piaskiem okna witryn sklepowych. Kurier Warszawski 02 września 1939 r.
fot. 18 Mieszkańcy stolicy ubezpieczają workami z piaskiem okna witryn sklepowych. Kurier Warszawski 02 września 1939 r.
fot. 19 Odezwa gen. Waleriana Czumy 7 września 1939 r.
fot. 19 Odezwa gen. Waleriana Czumy 7 września 1939 r.
fot. 20 Notatka o fałszywej rozgłośni radiowej Warszawa II. Polska Zbrojna 21 września 1939 r.
fot. 20 Notatka o fałszywej rozgłośni radiowej Warszawa II. Polska Zbrojna 21 września 1939 r.
fot. 21 Odezwa komisarza cywilnego Stefana Starzyńskiego. 8 września 1939 r.
fot. 21 Odezwa komisarza cywilnego Stefana Starzyńskiego. 8 września 1939 r.
fot. 22 Opaska Straży Obywatelskiej
fot. 22 Opaska Straży Obywatelskiej
fot. 23 Odezwa Stefana Starzyńskiego o powołaniu Straży Obywatelskiej. Dzień Dobry 7.września 1939 r.
fot. 23 Odezwa Stefana Starzyńskiego o powołaniu Straży Obywatelskiej. Dzień Dobry 7.września 1939 r.
fot. 24 S.O. czuwa.Dobry Wieczór Kurier Czerwony 11 wrzesnia 1939 r.
fot. 24 S.O. czuwa.Dobry Wieczór Kurier Czerwony 11 wrzesnia 1939 r.

 

Historia o cywilnej obronie Warszawy
(fabularyzowany wywiad z członkiem Straży Obywatelskiej)
 
 
Bardzo mnie interesuje historia Straży Obywatelskiej – organizacji działającej w Warszawie podczas oblężenia w wrześniu 1939r. Czy mógłby Pan, jako jej członek, nieco o niej opowiedzieć?
 
Oczywiście. Chętnie opowiem o swoich doświadczeniach. Bardzo mnie cieszy, że ktoś interesuje się historią cywilnej obrony Warszawy.
 
Skąd pochodzi określenie „cywilna obrona Warszawy"? Czy to znaczy, że ludność cywilna walczyła z Niemcami?
 
Można powiedzieć, że tylko dzięki postawie ludności Warszawy, wielu organizacji społecznych, władz cywilnych, społeczników oraz prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego miasto mogło bronić się w osamotnieniu tak długo. Nie przesadzę, gdy powiem, że obok wojskowego istniał też „cywilny front obrony” Warszawy. Czy wiesz, że obrona Warszawy była najdłużej trwającą bitwą wojny obronnej 1939 roku? Ludność cywilna pomagała w budowie rowów przeciwlotniczych, czołgowych, barykad, organizowała kuchnie polowe dla żołnierzy, szpitale, znosiła niedogodności, śmierć bliskich, głód i brak wody do picia, a nawet walczyła z wrogiem. (fot. 13) Chęć włączenia się do pomocy była tak duża, że niejednokrotnie czekaliśmy po kilka godzin, aż znajdzie się wolna łopata, szpadel czy coś do roboty. A w późniejszej fazie obrony Warszawy wielu mężczyzn ochotniczo zgłaszało się, by walczyć na froncie. 12 września Starzyński ogłosił przez radio, że dowódca obrony Warszawy gen. Walerian Czuma zezwolił na powstanie pierwszego oddziału obrony Warszawy i w związku z tym prosi 600 zdolnych, gotowych do boju ludzi, by za pół godziny stawili się przed Pałacem Mostowskich. Nim skończył przemawiać, czekało na niego kilka tysięcy ochotników. Z trudem udało mu się wybrać z tego tłumu tylko 600 osób. Co ciekawe, gdy zostali, by dostać mundury i broń, to okazało się, że jest ich 800!
 
Czyli bez zaangażowania cywilów obrona Warszawy byłaby niemożliwa?
 
Powiedziałbym raczej, że nie trwałaby tak długo. Zadania organizacji cywilnych oraz ludności zmieniały się w zależności od etapu wojny. Przed bezpośrednim atakiem Niemców na Warszawę, który nastąpił 8 września, przygotowywaliśmy się do zapobiegania lub usuwania skutków ataków lotniczych. Tu ogromną rolę odgrywały dwie organizacje: Obrona Przeciwlotnicza i Pogotowie Techniczne. Po podjęciu decyzji wojskowej o obronie Warszawy powstało Dowództwo Obrony Warszawy, przy którym powołano instytucję komisarza cywilnego – kierował nią Starzyński. W tym czasie samorzutnie lub z inicjatywy Starzyńskiego powstały inne organizacje: Straż Obywatelska, Robotniczy Komitet Obrony Społecznej, Stołeczny Komitet Samopomocy Społecznej, Społeczna Pomoc Techniczna. Nie można też zapomnieć o harcerzach czy instytucjach państwowych, takich jak Straż Ogniowa oraz Polskie Radio. Wszystkie te organizacje zrzeszały tysiące ochotników, którzy strzegli porządku, bezpieczeństwa, chronili opuszczone budynki i mieszkania, organizowali pomoc dla uchodźców, tworzyli punkty medyczne, szpitale oraz likwidowali skutki zniszczeń. Powołana została również sekcja ochrony zabytków i dóbr kultury prowadzona przez dyrektora Muzeum Narodowego Stanisława Lorentza. Kolejną, jednak zbyt późno powstałą instytucją obrony cywilnej był Komitet Obywatelski.
Wspomnę jeszcze o trzech organizacjach, które wpierały żołnierzy na froncie, walcząc z bronią w ręku bądź pomagając przy pracach saperskich i pirotechnicznych. Były to: Robotnicze Bataliony Obrony Warszawy, Ochotnicze Bataliony Pracy oraz Ochotnicze Bataliony Obrony Warszawy, ten ostatni przyjął imię Stefana Starzyńskiego.
 
A wojsko?
 
Celowo nie wspomniałem o wojsku, bo to zrozumiałe, że żołnierze wypełniali swoje zadania. I nie zrozum mnie źle, że pomijam bohaterstwo żołnierza. Sądzę, że gdyby nie poświęcenie ludności cywilnej, żołnierze nie mogliby bronić miasta tak długo. Warto przypomnieć, bo o tym raczej się już nie pamięta, jaka była postawa całego społeczeństwa warszawskiego, a przede wszystkim różnych organizacji społecznych, no i władz cywilnych, które wspierały żołnierzy.
(fot. 2)
Przypomina mi się tutaj historia ataku Niemców na Ochotę. Czołgi niemieckie znalazły się już na pl. Narutowicza, żołnierze walczyli i z trudem odpierali atak wroga. Wtedy do bitwy włączyła się ludność cywilna. Na niemieckie czołgi z okien kamienic poleciały butelki z benzyna, rzucane również przez ich mieszkańców. Podobno jeden z czołgów unieruchomiła kobieta, kwiaciarka. Gdy po całym tym wydarzeniu redaktor Polskiego Radia Józef Małgorzewski próbował zrobić z nią wywiad i pokazać jej bohaterstwo całemu światu, odwróciła się na pięcie ze słowami: „Ja nic takiego nie zrobiłam, dajże Pan spokój”.
Podam ci też inny przykład zaangażowania ludności cywilnej. Pokazuje on, jakim autorytetem i poważaniem cieszył się prezydent miasta, a od 8 września komisarz cywilny przy Dowództwie Obrony Warszawy Stefan Starzyński. Otóż, kiedy ogłosił przez radio, że żołnierzom potrzebne są radioodbiorniki, w bardzo krótkim czasie Ratusz wypełnił się znoszonymi zewsząd urządzeniami. Musisz wiedzieć, że wtedy był to bardzo drogi sprzęt. Takie przykłady mógłbym mnożyć.
 
W jaki sposób Warszawa przygotowywała się obrony?
 
W 1939 roku Warszawa nie była przygotowywana do walk lądowych, a jedynie na wypadek ataków lotniczych nieprzyjaciela. Nie wierzyliśmy, że dojdzie do wybuchu wojny. Mało realna wydawała nam się też sytuacja, że Warszawa będzie musiała się bronić przed atakiem niemieckich wojsk lądowych. Stąd też, i to dzięki przezorności i dalekowzroczności Starzyńskiego, przede wszystkim organizowano obronę przeciwlotniczą i przystosowywano instytucje użyteczności publicznej – muzea, urzędy, gazownię, wodociągi – do obrony przed lotnictwem nieprzyjaciela. Doskonale pamiętam ćwiczenia obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej. (fot. 17) Podchodziliśmy do nich z dużym humorem. Pamiętam taką oto scenę, jak nieuważny, śpieszący się dokądś przechodzień wszedł w „imaginowaną” strefę działania gazu. I wtedy rzucało się na niego kilku kolegów w maskach przeciwgazowych, przymusowo kładło na nosze i odnosiło mimo protestów i prób wyjaśnienia do punktu medycznego. Taki delikwent musiał leżeć na noszach do momentu odwołania alarmu. Wtedy nas to bawiło i śmieszyło, nie zdawaliśmy sobie sprawy… ja sobie nie zdawałem sprawy, jak szybko prawdziwa wojna pojawi się w moim życiu. Same przygotowania rozpoczęły się dosyć późno. I tu warto zwrócić uwagę na przezorność Starzyńskiego, który wydał wiele zarządzeń usprawniających pracę instytucji miejskich.
 
A jak Pan pamięta początek wojny? Gdzie Pan wtedy był? (fot. 6)
 
Byłem w domu. Obudził mnie alarm przeciwlotniczy. Usłyszałem też silne, ale dalekie detonacje. Myślałem, że to kolejne ćwiczenia OPL (obrony przeciwlotniczej) – włączyłem radio. Usłyszałem głos spikera: „Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy, dla miasta Warszawy”. A później, jak dowiedziałem się już po wojnie, nagrany 29 sierpnia przez Józefa Małgorzewskiego komunikat: „A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. (…) Wszyscy jesteśmy żołnierzami…” Muszę ci powiedzieć, że dalej nie słuchałem. Wybiegłem z domu… Po drodze kupiłem „Kurier Warszawski”, ale porannym wydaniu nie pisano nic o rozpoczęciu działań wojennych. Z krzywym uśmiechem czytałem tytuły: „Czy Niemcy zaryzykują wojnę?”, „Wciąż jesteśmy w fazie wojny nerwów…”. Dopiero wydania wieczorne donosiły o niemieckim ataku. Jak zapewne wiesz, Hitler wydał rozkaz o ataku na Polskę bez wypowiedzenia wojny. Później wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. (fot. 3) (fot. 4)
 
Na którą część miasta spadły pierwsze bomby lotnicze?
 
Wbrew temu, co mogłoby się dzisiaj wydawać, samoloty niemieckie nie miały daleko do stolicy. 1 września bombowce startujące z Prus Wschodnich zbombardowały Zakłady Lotnicze (fot. 5) oraz kolonie mieszkaniowe na Kole – gdzie zburzony został jeden blok, a poważnie uszkodzony drugi. Po tym nalocie w Warszawie ogłoszono ostre pogotowie OPL. Rozlepiałem więc instrukcje, jak należy się zachowywać podczas alarmu lotniczego, o zaciemnieniu miasta, wezwania ludności do kopania rowów przeciwlotniczych na skwerach oraz w parkach. Pierwsze dni września były raczej bezpieczne dla miasta. Warszawskiego nieba strzegli piloci z Brygady Pościgowej oraz żołnierze z czynnej Obrony Przeciwlotniczej. (fot. 16)
 
A co było potem?
 
Wydarzenia rozgrywały się bardzo szybko. Wśród nas, mieszkańców Warszawy, panowały bardzo optymistyczne nastroje. 3 września dotarły do nas oczekiwane i upragnione wiadomości z Zachodu. Rządy Wielkiej Brytanii oraz Francji postawiły Niemcom ultimatum, a ponieważ zostało odrzucone – wypowiedziały im wojnę. Łatwo się domyślić, że w Warszawie wiadomości te wywołały falę radosnego uniesienia. Tłumy manifestowały przed ambasadami tych krajów. Nie znaliśmy wprawdzie stanu gotowości wojennej Wielkiej Brytanii oraz Francji, ale mieliśmy nadzieję na szybką i skuteczną pomoc. To nam dodawało ducha. Nie na długo… (fot. 7)
 
Dlaczego nie na długo?
 
Pojawiały się komunikaty o złej sytuacji na froncie, o przełamaniu polskiej linii obrony. 4 września gen. Walerian Czuma został mianowany dowódcą obrony Warszawy. W pewnym momencie Warszawę ogarnęła panika. Przyczyniła się do tego ewakuacja rządu. W nocy z 5 na 6 września przed mikrofonem Polskiego Radia stanął po raz ostatni premier Felicjan Sławoj Składkowski. Zawiadomił ludność, że „z powodu niebezpieczeństwa zagrażającego stolicy rząd zmuszony jest opuścić Warszawę z niezłomnym postanowieniem powrotu do niej po wygranej wojnie”. Za rządem ruszyła fala urzędników państwowych wraz z rodzinami. Wszyscy dzisiaj są zgodni, że ewakuacja urzędników była zbyt szeroka i niepotrzebna, a przez to bardzo szkodliwa – opóźniła przygotowania do obrony. Powiem ci jeszcze, że dla eskortowania transportów rządowych zabrano większość stołecznej policji. Warszawa została pozostawiona własnemu losowi.
W tym czasie Starzyński usiłował przywrócić porządek w mieście i opanować sytuację – jednym słowem przejął jeszcze nieoficjalnie pełną władzę cywilną. Wydał rozporządzenia, wzywał do budowy szańców i barykad. Mogę z dumą powiedzieć, że wiele tysięcy warszawiaków zgłosiło się w wyznaczonych punktach i podjęło prace fortyfikacyjne. (fot. 18)
Aby oddać pełny obraz ewakuacyjnego chaosu dodam, że Warszawę opuściły również władze wojskowe. Dowódca Okręgu nr 1 gen. Trojanowski ewakuował się razem z rządem, a instytucje, które mu podlegały, zawiesiły pracę. W związku z tym organizujący obronę Warszawy gen. Czuma nie został poinformowany o magazynach, składach wyposażenia wojskowego. Przypadkowo więc, już w czasie obrony, znajdowano składy broni, amunicji i żywności.
Panikę i chaos pogłębiło przemówienie radiowe płk. Romana Umiastowskiego (w nocy z 6 na 7 września), który wzywał do kopania rowów i budowania umocnień i jednocześnie zaapelował do wszystkich mężczyzn zdolnych do walki, by wyruszyli na wschód, w bliżej nieokreślone miejsce tworzenia się armii rezerwowej. Ton tego przemówienia był tak dramatyczny, że można było sądzić, iż wróg lada chwila wkroczy do miasta. Tak też zrozumiała to ludność stolicy. Dziesiątki tysięcy ludzi rozpoczęło kopanie rowów, stawianie barykad, często nie tak i nie tam, gdzie były potrzebne. (fot. 19)
Wprawdzie Starzyński telefonicznie przerywał audycję Umiastowskiego, ale skutków jego słów tak łatwo nie dało się odwrócić. Tysięczna „armia Umiastowskiego”, jak ją ochrzciłem, pod osłoną nocy opuściła Warszawę, wierząc, że na wschodzie dostanie broń i że będzie mogła włączyć się do walki. A przecież ci mężczyźni przydaliby się na miejscu, do pracy, walki, przygotowania obrony. Te wypadki zdezorganizowały przygotowania stolicy do obrony. Po interwencji Starzyńskiego Umiastowski został usunięty z funkcji szefa propagandy Naczelnego Dowództwa. Zastąpił go ppłk Wacław Lipiński.
 
Czy nie można było ogłosić przez radio, że to pomyłka, żeby wszyscy wrócili do Warszawy?
 
Słuszna uwaga. Wydarzenia rozegrały się szybko, a i tak udało się zawrócić tylko nielicznych. Po przemówieniu Umiastowskiego radio przestało nadawać, a część radiowców wyruszyła na wschód. Z radiem wiąże się ciekawa historia. Gdy Warszawa II (na ul. Zielnej 25) przestała nadawać, rozległ się charakterystyczny sygnał Warszawy I, potem muzyka Chopina a na koniec komunikat, że wojska niemieckie są już w stolicy. To Niemcy dostroili swoją radiostację do częstotliwości Polskiego Radia i puścili wcześniej przygotowany program. Pamiętam, że udało im się jeszcze raz, w nocy z 18 na 19 września, nadać audycję w języku polskim skierowaną do naszych żołnierzy. (fot. 20)
Radio w ogóle odgrywało ważną rolę podczas obrony Warszawy. Umożliwiało oddziaływanie na postawę ludności, informowało o aktualnych wydarzeniach. Tu Stefan Starzyński i ppłk Wacław Lipiński przemawiali do ludności cywilnej i kierowali życiem oblężonego miasta. Wreszcie radio łączyło Warszawę ze światem – nadawano komunikaty o sytuacji ludności, zniszczeniach. Tu znany filmowiec, fotograf Julien Bryan, który dokumentował oblężenie Warszawy, wygłosił odezwę do prezydenta Stanów Zjednoczonych i narodu amerykańskiego. Pamiętam przemówienie Starzyńskiego z 19 września, gdy zwrócił się do prezydenta Polski, który opuścił kraj: „Melduję posłusznie, Panie Prezydencie, gdziekolwiek w tej chwili jesteś i słyszysz meldunek z Warszawy – melduję, że lud Warszawy nie stracił ducha, honoru i dumy. Lud Warszawy bohatersko stoi na swoich posterunkach – trwał, trwa i trwać będzie”.
8 września Starzyński został oficjalnie mianowany przez gen. Czumę Komisarzem Cywilnym przy Dowództwie Obrony Warszawy. Mam tu gdzieś zarządzenie, które rozwieszałem na ulicach miasta. Przeczytaj. (fot. 21)
 
Czy wtedy powstała Straż Obywatelska?
 
Tak. Dlatego tak dużo o tym mówię, by naświetlić ci sytuację, w jakiej znalazła się Warszawa. Po ewakuacji rządu oraz instytucji państwowych postępował paraliż miasta. Przestały funkcjonować nie tylko urzędy państwowe, ale również sklepy, gwałtownie skoczyły ceny. Ponadto 4 września Warszawę opuściła część funkcjonariuszy Policji Państwowej i Straży Ogniowej. Przyznasz, że sytuacja była poważna. Tego samego dnia Starzyński zwrócił się do Janusza Regulskiego z propozycją zorganizowania Straży Obywatelskiej i objęcia nad nią komendy. Regulski podobno postawił Starzyńskiemu jeden warunek, że będzie podlegał bezpośrednio prezydentowi, a nie wojsku czy policji. Następnego dnia Warszawa została oplakatowana odezwami do wszystkich chętnych, którzy chcieli wstąpić do SO. Werbunek odbywał się w kilkunastu punktach i w ciągu pierwszych dni do służby w SO zgłosiło się ponad 5000 osób. Wtedy i ja się zgłosiłem. (fot. 23)
 
Gdzie mieściła się siedziba Straży Obywatelskiej?
 
Początkowo komenda SO usytuowana była w Ratuszu, na pl. Teatralnym, ale od 8 września przeniosła się do lokalu Banku Francusko-Polskiego na ul. Czackiego 3/5.
 
Czym zajmowała się Straż Obywatelska?
 
Mogę powiedzieć, że prawie wszystkim. Zakres działania SO gwałtownie się rozrastał. Ludność we wszystkich sprawach, nawet osobistych, zwracała się do nas – wszak wiele urzędów nie działało. Później do Warszawy napłynęły olbrzymie rzesze uchodźców z ziem zachodnich, którzy zajmowali wszystkie place i podwórza. Zajmowaliśmy się bezpieczeństwem w mieście, aprowizacją, stanem sanitarnym np. schronów, kontrolą sklepów, zwalczaniem podwyżek cen, ochroną opuszczonych lokali i zakładów pracy oraz zabezpieczaniem uszkodzonych budowli, a nawet zestrzelonych niemieckich samolotów, aby wojsko mogło ocenić ich wartość bojową. Dodatkowo na nasze barki spadło sprawdzanie informacji o szpiegostwie i dywersji. Otrzymywaliśmy całą masę z reguły fałszywych meldunków, ale wszystkie trzeba było sprawdzić. Zabierało to dużo czasu. Powiem ci o jednym zdarzeniu, które doskonale pamiętam. Otrzymałem zgłoszenie, że na ulicy Poznańskiej dywersant nadaje znaki świetlne. Warszawa była wtedy zaciemniona i obowiązywał zakaz palenia światła, a po ulicach można było poruszać się jedynie z latarką z niebieskim światłem. Rzeczywiście po przybyciu na miejsce zobaczyłem w oknie trzeciego piętra nieregularne migotanie. Po wyjaśnieniu okazało się, że jego przyczyną był uszkodzony papier zaciemniający frontowe okno. Stąd wrażenie, że ktoś nadawał sygnały. (fot. 24)
Organizowaliśmy również razem z mieszkańcami kamienic tzw. bloki ochronne SO. Polegało to na tym, że u wylotu ulic stały posterunki składające się z członków SO oraz mieszkańców, które kontrolowały wszystkich nieznajomych, system ten sprawdzał się doskonale. W Warszawie nie dochodziło kradzieży ani napadów.
Bardzo ważną kwestię stanowiła aprowizacja, czyli dostarczenie żywności: dla wojska oraz ludności cywilnej. Podczas oblężenia w Warszawie było około 1 300 000 ludności, nie licząc wojska. W pewnym momencie pojawiły się ogromne problemy z żywnością. Nasze zapasy wyczerpały się całkowicie i padły koń stawał się zdobyczą natychmiast wykorzystywaną przez ludność (zdjęcie_nr9). Dlatego razem z oddziałami Robotniczej Brygady Obrony Warszawy organizowaliśmy wypady po żywność do Puszczy Kampinoskiej, głównie po bydło. Pierwsze wyprawy przynosiły oczekiwane rezultaty, natomiast później trzeba było zapuszczać się głębiej, co stawało się już bardzo ryzykowne. Któregoś ranka nasz oddział zobaczył nadjeżdżającą ciężarówkę. Skryliśmy się w lesie. Gdy zobaczyliśmy, że to Niemcy, nasz patrol dał ognia. Niemcy, zaskoczeni naszą obecnością, wyskoczyli błyskawicznie i uciekli w las. Zostaliśmy na czatach, a dwóch członków SO odprowadziło ciężarówkę do miasta. Wypełniona była konserwami dla wojsk niemieckich. Prawdopodobnie zabłądziła, a nasi obrońcy mieli z tego pożytek.
 
Czy Straż Obywatelska nosiła mundury?
 
O nie. Nie byliśmy żołnierzami, a jedynie obywatelską, cywilną służbą powołaną wyłącznie na czas oblężenia. Nie nosiliśmy mundurów, tylko na lewym ramieniu opaskę w kolorze żółtym z czerwonymi literami S.O. To był nasz znak rozpoznawczy. (fot. 22)
A broń?
Tak, ale mieli ją nieliczni, ci z nas, którzy pełnili służbę przy ważnych, strategicznych obiektach. Już na początku wojny Starzyński wydał rozporządzenie zakazujące posiadania broni palnej przez ludności cywilną. Dodatkowo komendant SO Janusz Regulski wydał zakaz posiadania broni przez członków Straży. To ważne, bo po kapitulacji Niemcy skrupulatnie sprawdzali, czy używaliśmy broni.
 
Czy wkroczenie Niemców oznaczało koniec działalności Straży Obywatelskiej?
 
Początkowo taki był zamiar Niemców. Jednak Komendant Główny Straży Obywatelskiej Janusz Regulski przekonał ich, że ze względu na tragiczną sytuację miasta i ludności SO musi działać dalej. Warszawa była zdziesiątkowana, w Śródmieściu większość domów była zrujnowana lub uszkodzona; ludność wyczerpana, głodna, na ulicach resztki niedojedzonych koni, prowizoryczne groby, brak wody, gazu i elektryczności, szerzące się choroby, zniszczone szpitale. A w perspektywie zima – powiem ci, że była ostra. Zajmowaliśmy się porządkowaniem miasta, oczyszczaniem domów i podwórzy ze zwałów gruzu i nieczystości, ulic z padliny, szkła, ekshumacją zwłok z prowizorycznych grobów, rozdawnictwem żywności, szczepieniami ochronnymi i wieloma innymi czynnościami. Koniec działalności Straży Obywatelskiej nastąpił 30 października 1939 roku.
 
Interesuje mnie jeszcze, jak doszło do kapitulacji Warszawy?
 
To jest kolejna, trudna do wytłumaczenia kwestia. Duch walki w żołnierzach był ogromny, Niemcy nie dawali im rady, ponosili w boju ogromne straty. Sądzę, że ze względu na brak sukcesów dowództwo niemieckie zmieniło taktykę. Postanowiło złamać ducha ludności cywilnej. Nasiliło więc ostrzał artyleryjski oraz naloty samolotów. (fot. 14) Najtragiczniejsze chwile Warszawa przeżyła w dniach 24 i 25 września – przed generalnym atakiem. Szczególnie w poniedziałek bombardowanie miasta osiągnęło swój szczyt. Ten dzień nazwaliśmy lanym poniedziałkiem – był to ostateczny cios wymierzony stolicy – przede wszystkim cywilom. Bo żołnierze odparli generalny szturm niemiecki i nie oddali bronionych pozycji. Natomiast te bombardowania pozbawiły stolicę energii elektrycznej i wody z wodociągów – Straż Ogniowa nie miała czym gasić pożarów. Ludność cywilna została wystawiona na największą próbę wytrzymałości. Sytuacja aprowizacyjna była tragiczna, kończyła się również amunicja. (fot. 15)
 
O co chodzi z lanym poniedziałkiem?
 
To taki czarny dowcip warszawiaków. Tego dnia bomby spadały jak krople deszczu. Eskadry samolotów nieprzerwanie zabierały z podmiejskich lotnisk ładunki bomb i zrzucały je na miasto tak gęsto, że jasno świecące słońce przezierało przez nie jak jakaś ciemna tarcza. Pod wieczór, gdy bombardowanie ustało, nie zwracając uwagi na padające jeszcze pociski artyleryjskie, ludzie masowo wylegali z podziemi, ruin i zgliszcz w poszukiwaniu jakiegoś schronienia. (fot. 8)
 
Czyli to sytuacja ludności cywilnej stała się powodem kapitulacji?
 
Tak. Na spotkaniu z Dowództwem Obrony Warszawy Komitet Obywatelski przedstawił raport, z którego jasno wynikało, że ludność cywilna jest na skraju wytrzymałości, a bez wody trwanie i dalsza obrona miasta jest niemożliwa. Generał Juliusz Rómmel wziął pod uwagę sytuację cywilów oraz ostatni list od marszałka Śmigłego-Rydza, z którego wynikało, że Warszawa ma być broniona dopóty, dopóki starczy amunicji i żywności. „Ta chwila nadeszła” – powiedział generał, była to decyzja o podjęciu rozmów z Niemcami o honorowej kapitulacji. Początkowo Niemcy nie chcieli w ogóle słyszeć o honorowej kapitulacji, żądali bezwarunkowego poddania miasta. Kolejne próby zdobycia przez nich stolicy okazały się jednak bezowocne. Wtedy zgodzili się na wstrzymanie walk i rozmowy.
 
A co na to żołnierze?
 
Sądzę, że byli zaskoczeni czytając rozkaz o kapitulacji. Nie rozumieli go. Widzisz, byli odcięci od tego, co działo się w mieście, trwali przecież na linii frontu i nie widzieli zniszczonego miasta.
 
Decyzję o kapitulacji podjął gen. Rómmel, czy on prowadził rozmowy z Niemcami?
 
Naszą delegacją kierował gen. Tadeusz Kutrzeba. (fot. 10) Udała się ona 27 września w godzinach rannych do kwatery dowództwa niemieckiego we wsi Dawidy pod Raszynem. Niemcy do ostatniej chwili ostrzeliwali miasto. Kapitulacja weszła w życie 28 września. Jej warunki były następujące: wojsko polskie ma złożyć broń w wyznaczonych miejscach i udać się na punkty zborne. Pieczę nad złożoną bronią objęliśmy my – Straż Obywatelska, mieliśmy również odpowiadać za spokój i bezpieczeństwo. (fot. 12) Niemcy zażądali rozbrojenia ponadto ludności cywilnej oraz wyznaczenia zakładników – zgłosili się członkowie Komitetu Obywatelskiego oraz Starzyński. 30 września pojawiły się pierwsze oddziały niemieckie w Warszawie, a 1 października odbyła się defilada w obecności Hitlera.
 
Czy to był koniec walki?
 
Ależ nie. Władze wojskowe postanowiły kontynuować walkę w konspiracji – powstała organizacja Służba Zwycięstwu Polski. A Starzyński został na swoim stanowisku – kontynuował walkę służąc do końca Warszawie i jej mieszkańcom. Ale to już temat na inną grę miejską.
 


Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej , ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2004-2017 Instytut Pamięci Narodowej . Wszelkie prawa zastrzeżone.